e-Dziekanat

Kontrast:   Czcionka:
Piątek, 22 września 2017 • imieniny: Maurycego, Tomasza

Przypadki Wikołajka odc. 6 – Prawo powielaczowe

Email Drukuj PDF Google+ Twitter Facebook

Widząc ten tytuł, Wikołajek mocno się strapił. Nie dość, że nie wiedział, co mu chcą powiedzieć te dwa złączone ze sobą słowa, to na dodatek nie wiedział też, co oznacza drugie z nich.

Gdzieś w tyle jego głowy podzwaniało coś cichutko, sugerując bliski związek tego terminu z elektrotechniką, ale odpędził to skojarzenie czym prędzej.

Wikołajek

I dobrze zrobił, bo powielacz to (nie bójmy się tego słowa) prehistoryczny przodek powszechnie znanego urządzenia zwanego kserokopiarką. Przodek funkcjonalny, bo służył mniej więcej do tego samego, ale już nie technologiczny, bo działał w oparciu o zupełnie inne mechanizmy. O jakości nawet nie warto wspominać – w porównaniu do współczesnych kserówek była najzwyczajniej żałosna.

Termin prawo powielaczowe – co nie powinno dziwić - pochodzi jeszcze z minionego ustroju. Być właśnie dlatego Wikołajek nigdy nie zetknął się z tą nazwą, którą ironicznie opatrywano wówczas różne niepublikowane (a więc nieznane ogółowi obywateli), ale obowiązujące urzędowe regulacje i interpretacje, które zatruwały skutecznie życie petenta administracji publicznej.

- Hola, hola – żachnął się Wikołajek – nie przeginacie przypadkiem? Co to ma, do diaska, wspólnego ze spamem?

Oj ma, Wikołajku, ma i to wiele. Przejrzyj, proszę, spam, jaki dostałeś ostatnio i zobacz, w ilu z tych maili pojawia się na dole enigmatyczna fraza „zgodnie z dyrektywą UOKiK dopuszczalne jest wysłanie maila z pytaniem o zgodę na otrzymywanie informacji handlowej”.

Aż chce się zakrzyknąć (jak zakrzykuje się czasem na teatralnych premierach) „Autor! Autor! Autor!”. Niestety, autor pozostaje nieznany – a szkoda.

Podpuściliśmy trochę Wikołajka, żeby spędził kwadrans, szukając w sieci źródła tej przedziwnej adnotacji, wg której owa rzekoma dyrektywa UOKiK mogłaby zawieszać normalne działanie ustaw. Kiedy wrócił do nas, miał dziwną minę.

- Tam piszą na jednym forum – mruknął niechętnie – że na jakiejś konferencji był wykład z prezentacją w Mocokropce i tam to było napisane, że można.

Wikołajku, rozchmurz się. Taka dyrektywa nie istnieje. Wymyślili ją sobie spamerzy ku zgrozie i przerażeniu adresatów ich przesyłek.

Ku naszemu obopólnemu szczęściu, nie można w Rzeczpospolitej zmienić prawa mocą prezentacji w Mocokropce, choćby i była śliczna, kolorowa i dźwięcząca.

Powielaczem też tego zrobić się nie da. Co za ulga.

Wikołajku, byłeś dzielny, że dotrwałeś do tego momentu. O prawie już nie będzie. No, prawie nie będzie. Obiecujemy.

 

stat=51129